Lirycznie

Pocztówka wewnętrzna

Czytelnie w markecie
Wielkoformatowe dawanie świadectwa
Gdzie się podziały te bachory
100 tysięcy nadmiarowych zgonów
Wieczory przy świecy
Słońce wschodzi jak wschodziło
Mimo fuzji koncernów paliwowych

Energetyczne drgawki emeryta
Obudziły go po wczorajszym sprawdzaniu skrzynki pocztowej

Księżyc w nowiu jak zawsze
Prokurator musi słuchać nadprokuratora
Rewolucja plebejska wisi w powietrzu
Jak doili było dobrze
W roli krowy mlecznej to już niedobrze

Pojechałbym na wycieczkę samochodem
Aby poczuć wiatr we włosach
Jednak nie wiem czy to dobry pomysł
Bo nie tankuje na stacji z orłami – a innych tutaj nie ma (a jak nawet są to zaraz nie będzie)

Deszcz pada
Ubranie moknie jak kiedyś
Jakiś jebnięty rowerzysta znowu dzwoni na mnie na chodniku
Mój wzrok nie potrafi unikać
Wielkoformatowych nawoływań o to
Bym dał jakieś świadectwo
Ku radości tych z prawej
Jestem na krawędzi tu z lewej

I już za chwilę
Może nawet za minutę
Moja cierpliwość do tego miejsca się skończy
Tak jak skończył się cukier w sklepach
Tak jak skończył się węgiel na składach
Tak jak skończył się intelekt w tej populacji

Słońce wschodzi jak wschodziło
Mimo fuzji koncernów paliwowych
Księżyc w nowiu jak zawsze
Ubranie moknie jak kiedyś
Tylko mniej mogę kupić za tę samą monetę

I już za chwile
Może nawet za minutę
Moja cierpliwość się skończy
I pójdę na wakacje

Kredytowe

2022

Zostawiłem otwarte okno
Jeszcze wczoraj stał dumnie
Patrzyłem na jego kwiaty
Kwitły od dawna
Wiatr strącił go na podłogę
Jego łodygi odpadały
Kwiaty zostały zgniecione
Ziemia rozsypała się wszędzie
Nawet on nie uniknął złego losu
Piękno zostało zabrane przez wiatr

2019

Jeden jedyny piszę wiersz
Strumieni wodą wołam Cię
Wiosna pośród zielonych traw
Latem księżyca nocą blask
Jesień w tańcu szalonych barw
Zimowy szron
Dla serca schron

Jeden jedyny piszę wiersz
Strumieni wodą wołam Cię…

2019

Budka telefoniczna (1990)

Trzeba podejść
Wrzucić monetę
Bądź włożyć kartę „z paskiem”

Wszyscy zerkają przez okna autobusów
Albo w papierowe gazety
Mężczyźni mają więcej czasu
By podziwiać kobiece krągłości
Te w zasięgu wzroku
Nie zaś na ekranach telefonów

Muszę wyjść z domu
Poszukać budki telefonicznej
Bo ona czeka z niecierpliwością
Na telefon ode mnie

2018

Jak to jest
Być
Starcem wiosną
Jak to jest
Być
Młodym jesienią
Jak jest
Być
Głupcem pośród mądrych
Mędrcem wśród głupich
Machać łapką jak kot
Bez znaczenia
Starać nadążyć się za
Wszystkim
Co się zmienia
Bez zrozumienia…

2017

Wolność
Jeszcze wczoraj byłam waszym schronieniem
Wasze dzieci dojrzewały w moim towarzystwie
Spowszedniałam wam
Jak powszednieje słońce latem
Jak woda w kranie

Wiązałam się z odpowiedzialnością
Nie każdy był w stanie to zrozumieć
Czasem ciężar odpowiedzialności
Wydawał się tak nieprzychylny

Teraz znikam
Odchodzę jak słońce nocą
Teraz wysycham jak ziemia bez wody
Niepostrzeżenie

Tyle miejsc na Ziemi mnie pragnie
Tylu ludzi beze mnie umiera
Zasnuło się niebo rozumu
Niknę pośród jazgotu
Sprzedana na targu
Za fałszywą monetę

04.12.2015

Prawda

Uczono mnie że różne są poglądy co do niej
Że jest nieuchwytna i nieosiągalna
Trwa w swojej niezniszczalnej twierdzy
A jakoś od dziecka słyszałem
Jak mędrcy rozbijają sobie głowy o jej wrota
Czasem spadali z jej dachu
Próbując dostać się z innej strony
łamali się na niekoherencji
Rozbijali się na autostradach paradygmatów
Przesiąkali przez szpary w jej murze
A ja niewzruszony próbuje zapukać
Do okna z którego bije poznanie

2006

Czerwony księżyc (Niebylec)

Świerszcze grają nocy tej
Mgły spowiły leśny staw
A nad liśćmi leśnych drzew
A nad szeptem wiatru
Gwiazdy jasne świecą

Pośród lampek nieba
Księżyc pięknie śpiewa
Czerwienią
W której liście się mienią

Czerwony księżyc
Czerwony staw
Czerwone miasteczko
W głębi czerwonych traw
A w latarni świetle nietoperze płyną
Pod czerwonym księżycem
Wszystko magicznym
Tchnięte życiem

1998

A gdyby tak

A  gdyby tak
Nie rakietą kosmiczną
A gdyby tak
Myślą dynamiczną
Wstąpić do Pana na gościnę
Czy miałby Pan zdziwioną minę?
Panie Twardowski?