Kryzys część druga

      Brak komentarzy do Kryzys część druga

Bać się go, czy się nie bać? W zasadzie od bardzo dawna nie pamiętam żadnego serwisu informacyjnego, który by nie wspomniał o kryzysie. Wprawdzie Polaków chyba jeszcze ów „zamęt” nie dotknął, ale jak się zacznie to uważam, że odczujemy to w zupełnie inny sposób niż zamożni Niemcy czy Francuzi.

Niedawno przeczytałem książkę: 44 Listy Ze Świata Płynnej Nowoczesności Zygmunta Baumana.

Bauman stara się odpowiedzieć na pytanie jak żyć aby wyjść z tej matni. Przede wszystkim u podstaw sytuacji w jakiej znaleźli się mieszkańcy Europy jest nadmierny konsumpcjonizm i wiara w gospodarkę.

Jak to właściwie wygląda z perspektywy Polaka? Można powiedzieć, że kapitalizmem możemy cieszyć się (bądź smucić) od niedawna. Właściwie dopiero wczoraj zaczęła się w Polsce tworzyć gospodarka rynkowa z wszystkimi jej pozytywnymi jak i negatywnymi skutkami. Oczywiście społeczeństwo, które żyło w państwie opiekuńczym poniosło ogromne koszty transformacji. Patrząc z perspektywy historycznej jeszcze niedawno sklepy świeciły pustkami. Szary świat, zazdrość w stosunku do kolorowego świata zza żelaznej kurtyny towarzyszyły nam na co dzień. Sam pomimo młodego wieku potrafię dostrzec ogromną różnicę pomiędzy światem mojego dzieciństwa a światem który otacza mnie obecnie – oczywiście uwzględniając duży margines w różnicy postrzegania pewnych zjawisk przez dziecko.

Śmiem twierdzić, że w Polsce nadal większość ludzi nie odróżnia karty kredytowej od debetowej, a dobrobyt w rozumieniu powszechnym jest jednak swoistego rodzaju abstrakcją. Fakt, że mamy coraz wyższy poziom życia jest oczywiście niepodważalny, jednakże jesteśmy wciąż na etapie „dorobku”, który Holender czy Niemiec mają już dawno za sobą. Bauman przyjmuje bardziej perspektywę człowieka z bogatszego Zachodu, do którego śmiem twierdzić Polska się nie zaliczała i nadal nie zalicza. Pisze:

Z dzisiejszej perspektywy lata poprzedzające kryzys kredytowy wydają się czasem beztroskiego i niefrasobliwego życia („Baw się dzisiaj, płać jutro”), któremu przyświecało przekonanie, że jutrzejszy wzrost zamożności ukoi wszelkie obawy związane narastającym dzisiaj długiem, jeśli tylko będziemy robić wszystko, aby dołączyć do „najlepszych z najlepszych”. W tych zamierzchłych czasach zdobywanie coraz wyższych szczytów i sięganie po coraz ambitniejsze cele, zmienianie wczorajszych podniebnych łańcuchów górskich w pagórki, a wczorajszych pagórków w łagodne pofałdowane równiny, wydawało się nie mieć końca. […] Najpierw byli sami zwycięzcy i ostra jazda trwała naprawdę długo. Aż tu nagle, łubudu!

Oczywiście konkluzja jest oczywista – nadszedł czas spłacić rachunki. Trzeba wrócić do czasów, w których jest mniej kosmetyków, samochodów czy detergentów, ale było więcej miejsca i spokoju, jak przytacza Bauman za Davidem Bernardim.

Wydaje mi się, że my nie byliśmy przez ostatnie dwadzieścia lat narodem, który się bawił. Patrząc na zmiany jakie zaszły w Polsce w ostatnich dekadach można powiedzieć, że bardzo ciężko pracowaliśmy. Chcieliśmy zacząć cieszyć się życiem  tak jak nasi zachodni sąsiedzi. Polacy starali się zmniejszyć przepaść dzielącą ich od krainy dobrobytu i szczęścia. Ten kto stara się coś nadrobić musi się oczywiście wysilać, bardziej starać, ciężej pracować. Nagle okazuje się że ten kolega który nam tak imponował i siedział w ławce po lewej jest życiowym bankrutem.

Starsze pokolenie w Polsce doskonale wie co to prawdziwy kryzys – nieporównywalny z tym odczuwalnym aktualnie na Zachodzie. Młode pokolenie, zwłaszcza ta jego część, której dotychczas niczego nie brakowało może nagle zderzyć się z brutalną rzeczywistością.

Czy ktoś kto przeżył czasy ” pustych pólek ” czy „kilometrowych kolejek” może obawiać się kryzysu? Czy Polacy, którzy tak ciężko pracowali na chwile wytchnienia będą musieli ponieść konsekwencję beztroski ludzi z Zachodu? To wydaje się nieuniknione. Dla przeciętnego mieszkańca Niemiec kryzysem jest niemożliwość wymiany samochodu na nowy co pięć lat, dla Polaka bardzo często nakarmienie rodziny.

Mam wrażenie, że muszę partycypować w kosztach imprezy, na której mnie nie było.