Kategorie
Blog

Zniszczenie Frysztaka

Jak naziści unicestwili chasydzki sztetl (tłumaczenie)

Wprowadzenie

Urodziłem się na terenie dawnej Galicji – obecnym województwie podkarpackim w miejscowości Niebylec, której przed II wojna światowa znaczną część mieszkańców stanowili Żydzi. Niestety nie ma tam już dawnych żydowskich mieszkańców, nie ma ich potomków – nie został nikt. Jedyne ślady jakie zostały to miejscowa synagoga, kilka drewnianych domów i kamienic. Cała niebylecka żydowska społeczność została zgładzona. Przez całe moje życie nie mogłem pogodzić się z okropnościami jakie wydarzyły się na tych ziemiach. Uważam, że polska szkoła ani państwo nie zrobiły niemal nic dla upamiętnienia tych ludzi. To tak jakby połowa mieszkańców miasta, w którym żyjesz została wymordowana – a po wielu latach nie byłoby nawet tabliczki, która by ich upamiętniała. W skład obecnego powiatu strzyżowskiego wchodzi kilka gmin – dawnych miasteczek takich jak Niebylec, Czudec czy właśnie Frysztak, o którym tutaj będzie mowa. Wiele lat temu na stronie: jewishgen.org przeczytałem wstrząsającą relację tego jak faszyści wymazali całą żydowską społeczność Frysztaka. Za zgodą JewishGen publikuje moje tłumaczenie tej relacji.

Będę wdzięczny za wszelkie uwagi i korekty tłumaczenia zważywszy na jego amatorski charakter. Tekst oryginalny znajduje się tutaj: https://www.jewishgen.org/yizkor/strzyzow/str408.html

Menashe Unger

Reb Shlomo Schmidt z Frysztka (zachodniej Galicji) zapisał szczegółowo w swoim pamiętniku, który mam w posiadaniu jak Niemcy stopniowo niszczyli całą żydowską społeczność miejscowości aż gdy nadszedł dzień trzeciego lipca 1942 roku, kiedy to „rasa panów” (niech to imię zostanie wymazane), ostatecznie zdecydowała rozwiązać „problem żydowski” – jak to nazywali, zabijając wszystkich Żydów w miejscowości Frysztak.

Ostatnia akcja niemieckich morderców była również przeprowadzona z dokładnością, z której słyną. Każda grupa musiała stać osobno na targu bydła, który był miejscem zagłady.

Całą noc nie mogłem zasnąć. Myślałem o dniu sądu, który miał nadejść. Ostatniej nocy wykąpałem moje dzieci, zmieniłem im bieliznę, obciąłem ich paznokcie na wypadek gdyby zostały zabite. Chciałem aby były czyste. Freida Gitel Kuperberg przeszła obok naszego domu i pokazała mi, że nosi całun. Itzhok i Necha Tepper zrobili to samo. Każdy szedł z własną rodziną. Udałem się w miejsce targu bydła wraz z moją osiemdziesięcioletnią matką, moją żoną i dziećmi. Zgodnie z rozkazem gestapo każda grupa stała osobno. Oddzielono pracowników firmy Albert, firmy Todt, pracowników Judenratu oraz pracowników samopomocy. Oddzielono również kobiety i dzieci mężów pracujących w powyższych firmach. Mój syn Cwi był z personelem Judenratu. Policjanci sprawdzili, czy nikogo nie brakuje. Komendant policji Tepper przyszedł do Samuela Baldingera i powiedział mu, że Chaim Broner zaginął, i wydał rozkaz, aby go przyprowadzić – w przeciwnym razie wszyscy Żydzi zostaną rozstrzelani. Wydaje się, że do ostatnich chwil Szlomo Schmidt i prawdopodobnie cała reszta ludzi nie wierzyła, że to już koniec. Po pięciu minutach Itzhok Tepper z Henochem Meislerem wrócili i stwierdzili: „Kiedy przyszliśmy do domu, w którym mieszkał Chaim Broner, nie było go tam. Weszliśmy na strych i zastaliśmy go siedzącego i recytującego psalmy. Jego broda i pejsy były nienaruszone. Powiedzieliśmy aby poszedł z nami jednak odpowiedział: „Nie idę”. Powiedzieliśmy mu, że Niemcy go znajdą i zostanie zastrzelony. Odpowiedział: „Nie idę, jest moim życzeniem aby umrzeć podczas recytowania psalmów. Przez całe życie nie wyobrażałem sobie piękniejszej śmieci. Czy istnieje piękniejsza śmierć niż umrzeć dla uświęcenia Świętego Imienia podczas recytacji psalmów?”

Polscy policjanci otoczyli plac. Od razu wiedziałem, że nasza sytuacja jest rozpaczliwa, że nie zabrano nas do pracy, ale że nasze życie zostanie nam odebrane.

Przybyli punktualnie o szóstej rano. Komisarz dystryktu Dr. Gens Szef Gestapo Rachnitz asystent Augustin wraz z dwunastoma niemieckimi policjantami, uzbrojonymi w pałki i broń palną.

Szef Gestapo i Komisarz Okręgowy zwrócili się do Judenratu i zapytali Samuela Baldingera i jego asystenta Israela Aarona Berglassa, czy wszyscy Żydzi są obecni.

Komisarz Okręgowy zarządził, aby wszyscy, którzy ukończyli sześćdziesiąt lat, opuścili to miejsce. Moja matka również. Odetchnąłem z ulgą i pomyślałem, że zostaną wypuszczeni do domów. Nagle zobaczyłem niemieckiego policjanta, który uderza pałką w szyję Yacov’a Ressler’a i ciągnie go po ziemi. Drugi policjant zrobił to samo wobec Bezalel’a Lev’a. To samo zrobił trzeci polcjant. Ciągnął chorego syna Feivel’a Gross’a. Gitel Gotlieb została sparaliżowana właśnie tam. Leżała na ziemi, a policjanci stanęli tam i bili ją w głowę, aż straciła przytomność. Potem ją zabrał, ciągnąc po ziemi. W pobliżu teściowej David’a Epstein’a stał policjant – ściągnął jej z głowy chustę. Kiedy chusta upadła na ziemię schyliła się aby ją podnieść – policjant uderzył ją w głowę. Ponownie ją zakładała, a on bił ją do czasu aż zemdlała. Uświęcenie Najświętszego Imienia przez tę pobożną kobietę przywodziło na myśl opowieść o braciach Szapiro ze Sławuty, w książce Peretz’a „Trzy prezenty”.

Shlomo Schmidt kontynuuje swoją historię w swoim dzienniku Dr. Gens podszedł do przywódców kahału i przyciągnał pałką jednego z nich Pana Goldfisher’a pociągnął go jak ciągnie się psa. On był kasjerem w Judenracie. Dr. Gens rozkazał siostrze Goldfisher’a wraz z jej pięciorgiem dzieci wystąpić. Zerwał jej perukę pałką i wysłał ich do grupy ludzi po sześćdziesiątym roku życia. Kiedy kobieta wraz z dziećmi mijała policjantów zostali przez nich dotkliwie pobici. Żona Wolf’a Riger’a i żona Joseph’a Sperber’a wraz z trojgiem jej dzieci również zostały brutalnie pobite.

Szef Gestapo Rachnitz wziął Pana Brav’a, Pana Mussler’a i Pana Puderbeitel’a i umieścił ich w osobnej grupie. Następnie Dr Gens zapytał: „Gdzie jest Schmidt ze swoją rodziną?

Udawałem, że go nie słyszę i powoli odszedłem. W międzyczasie zostałem umieszczony wśród robotników. Do naszej grupy dołączyli kolejne dwadzieścia pięć osób. Kontynuowali zabieranie ludzi z rynku. Dokumenty niektórych zostały opieczętowane jako pracownicze inni zostali wysłani z transportem. Była jedenasta przed południem. Zaczęły wjeżdżać ciężarówki, załadowane Żydami. Żydowscy policjanci wrzucali dzieci do ciężarówek jak ziemniaki. Liczyli, ilu było na każdej ciężarówce przed wyjazdem, jedna ciężarówka, dwie, trzy, cztery. Nie słychać było płaczu ani krzyków. Ludzie byli oszołomieni. Było cicho jak na cmentarzu. Od czasu do czasu słychać było odgłos wpadania ludzi do ciężarówek i odgłos bicia ludzi, którzy nie chcieli wspinać się na ciężarówki. Widziałem, jak wrzucali dzieci na ciężarówki tak, aby spadły z powrotem na ziemię. Żywe lub martwe, zostały ponownie wrzucone na ciężarówkę.

Na rynku pojawił się Komisarz Powiatowy. Była już dwunasta w południe. Upał był ogromny, a my wciąż staliśmy w tym samym miejscu. Cztery ciężarówki wróciły w eskorcie kilku policjantów i ponownie zaczęli załadunek. Komisarz nakazał wszystkim sierotom wystąpić. Osierocone dzieci podporządkowały się rozkazowi. Pośród nich były dzieci mojej siostry, dzieci Beila Broner. Hersh, Israel, Chana i Sarah. W naszej grupie stał ich ojciec Yacov. Trzynastoletni syn Hersh zawołał do swojego ojca cicho: „Tato, nie modliłem się dzisiaj. Jestem głodny. Tato! Tato!” Dopóki będę żył, będę słyszeć lamentujący dźwięk w moich uszach.

Puste ciężarówki wróciły ponownie. Komisarz powiatowy wywołał nazwiska.

Samuel Baldinger wraz z żoną i dziećmi, Yacov Brav, Kalman Wagshal, Wolf Riger, Israel Aaron Berglass.

Komisarz Okręgowy zapytał, kto jest fryzjerem. Feivel Seiden wystąpił. Kazał wyciąć swastykę na tych głowach, które miały obfite i krzaczaste włosy. Potem kazał im oddać jedwab, pierścionki, noże i kieszonkowe lusterka. Każdy układał na stosie wszystkie posiadane rzeczy. Przyjechały ciężarówki, które nas zabrały. Było nas około stu pięćdziesięciu osób. Gdy dotarliśmy do Piskowa, zastępca szefa gestapo Mateus powiedział, że przyjechaliśmy za późno. Kontynuowaliśmy podróż. Myśleliśmy, że zabierają nas do Warzyc na rozstrzelanie. Odmówiliśmy spowiedź i prosiliśmy się o przebaczenie. Jednak nasze ciężarówki wróciły do Frysztaka.

W tym dniu, piątek 3 lipca 1942 r. niemieccy mordercy zamordowali we Frysztaku trzy czwarte ludności żydowskiej.

Napisz komentarz